sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 2



-Cass wszystko okey?- Współlokatorka mocno mnie ściskała.
-Jasne tylko jeśli nie chcesz mnie udusić to lepiej mnie puść- Dziewczyna wyjąkała przeprosiny i mnie puściła a ja usiadłam na łóżku. Uśmiechnęłam się lekko po czym złapałam się za serce które nie miłosiernie zaczęło boleć. Zaczęłam się dusić a Nikki szybko do mnie podbiegła nie wiedząc co robić.
-I-Inhalator- Ledwo wyszeptałam i spod łóżka wyciągnęłam małe urządzenie z którego wciągnęłam dym który rozprowadziłam. Po chwili już mogłam oddychać normalnie.
-Mam to od 13 lat i wiedziała o tym tylko mama i Max mój brat. Tata o niczym nie wie i nikt inny. Ataki nie są często lecz zdarzają się- Odpowiedziałam na jej nie zadanie pytanie i się lekko uśmiechnęłam. Po chwili do pokoju wszedł chłopak który uratował mnie z odsieczy.
-Jak się czujesz?- Brunet nie odrywając ode mnie wzroku zapytał się lecz kiwnęłam głową tracąc z nim wzrok.
-Nigdy więcej nie mogę już ciebie zostawić samej. Poznasz moją grupkę z która się będziesz się tylko z nią trzymała.- Nikki pokiwała palcem w moją stronę a ja zaczęłam myśleć że oni się zachowują jak moi rodzice. Ale przecież nie będą mogli mnie tak pilnować krok w krok.
-Okej Justin bo ja muszę wyjść. Mam widzenie z bratem. Zostałbyś z nią? Jutro jej pokażemy resztę- Dziewczyna tylko ucałowała jego policzek i zniknęła z mojego pola widzenia za drzwiami a ja zostałam sam na sam z chłopakiem który mnie uratował a poprawczak to jego dom. Co mi będzie chciał zrobić? Spojrzałam w górę w jego piwne oczy i widziałam w nich zakłopotanie. Zaczął pocierać swoje dłonie nie wiedząc co robić.
-Może usiądziesz?- Zapytałam klepiąc miejsce obok mnie które chłopak zajął. Uśmiechnął się i wyglądał tak niewinnie.
-Chciałam ci naprawdę podziękować za to że mnie uratowałeś. Gdyby nie ty wtedy to niewiem gdzie teraz bym była- Justin jak miał na imię chłopak przysunął się lekko do mnie i przytulił a ja mogłam się wtulić w jego tors. Zaciągnęłam się zapachem jego perfumów od Armaniego. Lekko się od siebie odsunęliśmy i zauważyłam uśmiech. Nie był groźny ani straszny był przyjazny. Sądziłam że nikt tutaj nie będzie miły ale jednak. 
Wstałam może o 6? 7? Spojrzałam na zegarek który najwyraźniej się zepsuł. Wszystkie moje urządzenia elektroniczne mi zabrali więc jestem bez niczego. Ściągnęłam dres i ubrałam czarne leginsy i białą koszulkę z logo Nirvany oraz moje czarne adidasy na koturnie. Zawsze byłam niska a podwyższane buty były moimi ukochanymi odkąd skończyłam 14 lat. Nim się obejrzałam Nikki siedziała na łóżku i przyglądała się moim ruchom jak próbuje ogarnąć nasz pokój który jak mówi że zawsze jest czysto. Jestem już tutaj dwa tygodnie a wcale nie czuję się tutaj normalnie. Jednak ludzie powoli zaczęli mnie akceptować i nie jest tak źle. Wyszłyśmy z pokoju z Nikki i skierowałyśmy się do świetlicy. Usiedliśmy na kanapie a ja podkuliłam swoje nogi.
-Effy zostaniesz dzisiaj z Cass?- Nikki zapytała się brunetki z mocnym makijażem i strasznie jasną cerą. Wiedziałam że brała. Ale nie wiedziałam że ją to aż tak niszczy. Dziewczyna spojrzała na mnie i lekko kiwnęła głową aby uniknąć kłótni.
-Ale ja mogę zostać sama- Powiedziałam cicho.
-Nie Cass. Nie zostawimy cię samą. Ostatnim razem gdyby nie Justin to Nathaniel by cię dawno zamienił w swoją dziwkę- Przyjaciółka krzyknęła a ja tylko kiwnęłam głową jak potulny baranek widząc jak wszyscy mają na de mną kontrolę. Po godzinie każdy się rozszedł a ja zostałam sama z Effy. Zawsze mało gadała i zwykle tylko utrzymywała z kimś kontakt wzrokowy. Zostałyśmy w świetlicy.
-To co porobimy?- Zapytałam się dziewczyny która teraz była moją opiekunką a ja czułam jakbym znowu miała 5 lat i zostawała w domu z opiekunkami i Maxem bo tata musiał pracować.
-Niewiem wymyśl.- Effy mruknęła po czym rozsiadła przymykając powieki. Była trochę straszna ale jak słyszałam kiedyś była dokładnie taka jak ja. Podeszłam do wielkiej pułki która była wypełniona grami. Jedna jaką uwielbiałam były Scrabble i Szachy. Możliwe że jestem staromodna ale w to zwykle grywałam z mamą, tatą i Maxem. Wzięłam grę do ręki i podeszłam do dziewczyny siadając naprzeciwko mnie. Uśmiechnęłam się lekko i rozłożyłam szachy. Dziewczyna spojrzała na mnie i na jej twarzy zastał lekki grymas lecz usiadła normalnie tak jak ja.
-Białe czy czarne?- Dziewczyna wzięła czarne pionki i spojrzałam na mnie ze wzrokiem walki. Pierwsze ruchy gry szły szybko i łatwo lecz z każdym naszym przegranym pionkiem zaczęła się walka o przetrwanie. Effy mało co mówi dlatego nie chciałam jej zadawać pytań jak to jest w moim zwyczaju.
*
-Nie to nie fair!- Krzyknęłam rozbawiona z naszej sytuacji. Effy ograła mnie drugi raz!
-Oh Cassie takie rzeczy się zdarzają. Okej a teraz musimy gdzieś iść- Dziewczyna wstała a ja chwilę po niej. Z ciemnego ale i słonecznego i opustoszałej świetlicy weszłyśmy do białego jak i zatłoczonego korytarza. Ludzie tutaj byli inni. Każdy był winny, coś zrobił z ludzkiej głupoty. Skąpe ubrania na chudych sylwetkach, długie włosy i tony makijażu. Tak się tutaj prezentowały dziewczyny które nie miały szacunku do własnego ciała. Effy w porównaniu do nich była normalna. Ubrana w czarne rurki i koszulkę sięgająca do jej brzucha ukazując jej srebrny kolczyk. Długie ciemne włosy były spięte w niesfornego koka na czubku jej głowy a eyeliner podkreślał błękit jej oczu i dodając drapieżności a także piercengi dodawały poczucia strachu przed nią. Przeszliśmy przez drzwi które ukazały ciemne pomieszczenie z mnóstwem kanap oraz narkotyki można było wyczuć na kilometr. Dlaczego opiekunowie nie umią tego dopilnować? Przecież to ich tylko niszczy. Brunetka usiadła na kanapie przy czarnym stoliku. Rozglądnęłam się i zobaczyłam jak długi jest ten pokój. Usiadłam delikatnie i cicho obok niej przyglądając się dokładnie jej ruchom. Czekała, oznajmiła to lekko tupiąc nogą. Światła dodawały kolorowe neony przywieszone w ścianach. Było tutaj jak w tych klubach w Las Vegas w nocy. Wujek kiedyś tam chodził. Zmarł na raka dzień przed mamą i był jej bratem. Trudno było się pogodzić ze stratą dwóch najbliższych osób. Do naszego stolika podszedł chłopak z czerwonymi włosami, był szczupły i nosił czarne ubrania. Podał Effy torebkę i spojrzał na mnie. Miał blizny na poliku. Ciemne oczy przeskanowały moją osobę i odszedł.
-Nie musisz się jego obawiać.- Effy szepnęła widząc.- Chcesz?- Zapytała na kiwnęłam przecząco głową. Nie brałam narkotyków i nie będę brała. Znalazłam się tutaj przez przypadek i będę czekać aż mnie ktoś wyciągnie.
-Ok dobra ale musisz coś spróbować nie wierzę że zawsze będziesz taka święta. Spróbuj chociaż szluga- Dziewczyna rzekła a ja natychmiast prawie pisnęłam nie. Na moją reakcje westchnęła tylko patrząc głęboko w oczy.
-Cass też byłam taka jak ty. Idealne życie, spieprzone bez durny błąd. Miałam idealne stopnie i zdrowie, byłam grzeczna i idealna. Ale twoje życie nigdy nie wróci wchodząc w to miejsce nie odzyskasz tego co będzie. Wkrótce wszyscy się pogodzą z tym że kogoś zabiłaś choć jest inaczej i zaczną zapominać że w ogóle istniejesz. Twoja rodzina zajmie się pracą, hobby i innymi rzeczami. A chociaż odwiedził cię ktoś tutaj z rodziny? Nie. Zapomnij o nich o wszystkim co było wcześniej. Stara Cassie nie istnieje. Tutaj żyje nowa istota.- Dziewczyna przybliżyła się do mnie i wręczyła papierosa w rękę wraz z zapalniczką. Odwróciłam się aby spojrzeć na wszystkich oraz na Effy która z zaciekawieniem patrzyła na moją reakcje. Byłam zdezorientowana. Miałam tę durną nadzieję że zaraz wyskoczy ktoś z kamerą i krzyknie że to wszystko to było wkręcenie.
-Odpalę ci.- Brunetka wzięła papierosa i podpaliła go a po chwili z jej ust wydobył się dym po czym podała mi papierosa próbując mnie nauczyć jak go użyć.
-Pamiętaj za żadne skarby nie możesz tutaj wszystkim ufać. Ja zaufałam wszystkim. Nie rób tego co ja. Zaufaj Justinowi on ci pomoże- Dziewczyna rzekła i podała mi papierosa. Trzymałam go w ręce a następnie przyłożyłam go do ust i wciągnęłam nikotynę i ulotniłam dym. Zaczęło mi się kręcić w głowie z czego zaczęłam chichotać.
-Effy kurwa co to ma być?- Uśmiech zniknął nam obu z twarzy kiedy zauważyłam Nikki i Justina stojącego nad nami z zabijającym spojrzeniem. Ups.

1 komentarz: