niedziela, 19 stycznia 2014
Rozdział 3.
Justin nie był w humorze na żadne gry. Przeczesał dłonią swoje włosy i utkwił w naszą dwójkę wzrok i czekał na odpowiedź. Effy nic nie mówiła, tak jak ja. Niewiem o co mu chodziło. Pilnują mnie tutaj jak roczne dziecko. Rozumiem chcą mnie chronić ale nie chcę aby zbytnio bawili sie w moich rodziców. I tak jestem tutaj przez przypadek i ewentualnie mogę przesiedzieć w pokoju aż nie odwołają mojego wyroku.
-Eff? Cass? Mówcie coś- Nikki łagodnie nas zapytała.
-My nic nie zrobiłyśmy złego- Szepnęłam i podniosłam wzrok na dwójkę przyjaciół. Nie byli zadowoleni z odpowiedzi.
-Ty nic nie rozumiesz- Chłopak jęknął i oblizał usta odnajdując mój wzrok.- To nie są zwykłe szlugi. Nie mają zwykłej nikotyny, zawierają mocne narkotyki. Oh, Eff zawiodłem sie na tobie. Naprawdę serio? Rozumiem każdemu innemu ale jej?- Chłopak zaczął swoje kazania a ta tylko westchnęła zbywając go. Spuściłam głowę, zamknęłam oczy. Okłamała mnie? Po chwilii wstałam i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam książke do ręki i położyłam sie na łóżku. Ciekawe co by było gdyby mnie tutaj teraz nie było. Ciekawe co robi tata i Max? Em? Czy tęsknią za mną. Ta nie wiadoma potrafi zabić nas od środka. Czemu życie nie potrafi ułatwić nam sytuacji? Czemu zawsze próbuje tak wszystko utrudnić i spowodować cierpienie i ból. Przykryłam się kocem i odpłynęłam w kraine morfeusza.
Justin
Nikki wróciła do mnie i Effy.
-Effy co jej powiedziałaś?
-Nic, nie musisz sie martwić.- Brunetka mruknęła- Ale może stawiać opory.
-Jakie opory?- Warknął i utkwiłem w nią wzrok czekając na odpowiedź. Dziewczyna się zaśmiała.
-Powiedziałam że też byłam taka jak ona i że nie powinna tutaj wszystkim ufać. Jus czy ja nie mam racji? Przecież bylam taka jak ona póki mnie nie wykorzystałeś do ochronienia swojej dupy.- Effy wysyczała i wyszła z pokoju. Najgorsze było to że to była cholerna prawda. Jestem cholernym chujem i niszczę wszystko co dobre. Odpaliłem nie dokończonego szluga przez Cassie i wypaliłem go. Nikki patrzyła na mnie, nie odrywała ode mnie wzroku.
-Jus, wiesz że jeśli Effy powiedziała jej to nie zdobędziesz jej zaufania?
-Przecież gdyby to powiedziała sama by wszystko straciła. Nie powiedziała. A tak w ogóle to gdzie ona jest?
-Zostawiłam ją w pokoju. Pewnie poczyta jąkąś książkę albo porozmyśla. Jest naprawde miła i uczynna. Nie wierze w to wszystko- Brązowooka mruknęła i spojrzała na otwierające sie drzwi a do nich wbiegł Nathaniel.
-Kurwa Justin, oni tutaj są!- Chłopak warknął.
-Co?!- Ryknąłem i podeszłem mocniej do niego- Cassie kurwa!- Krzyknąłem i wraz z Nikki i Nathanielem pobiegliśmy do pokoju gdzie Hooligans mieli Cassie. Spała. Blondynka siedziała i głaskała ją po policzku. Wszyscy nad nią stali. Podbiegłem wyciągając pistolet.
-To wasza tajna broń? Przyznam jest śliczna.- Ash mruknęła patrząc na mnie. Czarnowłosy chłopak imieniem Trevor przyłożył broń do Nathaniela.
-Myślisz że tak sie będziemy bawić? Dalej jesteście mi coś winni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz